Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym: 801 108 108

Kazia Szczuka: Oto ja, zdradzona o świcie przez samą siebie

_MG_9555dfnowsze

Alice Munro, tegoroczna literacka noblistka, też to dostrzega. Że palenie coś dziwnego robi z kobietami. To jedna z nich (z nas?!): „Miała krótkie kręcone włosy ufarbowane na rudo […] i mnóstwo zmarszczek, które uwydatniał puder w kolorze orzecha włoskiego. […] – Rzuciłam rzucanie – powiedziała, zapalając papierosa. […] Może dlatego miała tyle zmarszczek. Słyszał kiedyś – mówiła mu o tym jakaś kobieta – że palaczki mają specyficzny rodzaj zmarszczek”. 
Oczywiście, to nie dzieje się znienacka. „Rak […] to choroba rozwijająca się powoli. Nie biegnie, lecz raczej snuje się powolnym krokiem, aż przybierze ostateczną postać”. Podobnie przeistaczanie się twarzy palaczki w ziemniak, starą Indiankę, starego mandaryna, kalafior. To się snuje, niepostrzeżenie, dyskretnie. Sam proces starzenia, ktoś powie, przebiega podobnie. Pewnie, że tak. Ale nie naraża mnie na szok diagnozy, na poczucie, że ktoś mnie oszukał, zrobił na szaro, załatwił. Tylko kto?! 

_MG_9595

Zaobserwowałam zmiany mniej więcej po dziesięciu latach palenia. Zaczęłam wcześnie, mając lat czternaście. Było to trudne, abominacyjne wręcz, ale jakoś, mimo rzygania, bólu głowy, bólu brzucha i śmierdzących włosów, przemogłam się i zostałam palaczką. Paliliśmy w kiblu w szkole. Najokropniejsze papierosy świata, albańskie deesy, fajki o smaku i zapachu siana obsikanego przez myszy. Carmeny, zefiry, mocne i extra mocne. Dzisiejsza młodzież nie ma pojęcia o prawdziwym życiu. Ale była też cała galeria niesamowitych, najwymyślniejszych pod słońcem fajek z peweksu. Kosztowały na ogół dolara i dwadzieścia centów. Dziwne. Dość szybko osiągnęłam efekt, o który chodziło. Stałam się depresantką. Galerniczką wrażliwości. Przeklętą poetką egzystencji. Zęby dość wcześnie mi poczerniały, palce pożółkły, a skóra zszarzała. Wszystko miałam w dupie. Zasłaniałam twarz włosami, a włosy osnuwałam dodatkowo dymem, i tak brnęłam przez wiosnę życia. Widuję dziś identyczne dziewczęta, gimnazjalistki podtrute nikotyną, smołą i dwutlenkiem węgla. Co z nimi robić? Potrząsać? Wołać: popatrz na ciocię, szkoda zdrowia i urody! Bezsens i przeciwskuteczność. 
_MG_9641
O rzucaniu palenia piszę po raz czwarty. Każdy tekst był o innym. Rzeczywiście rzucałam. Nie na dzień czy dwa, ale na długie miesiące i lata. A potem, wiadomo. Kieliszeczek nie zaszkodzi, od łyczka do rzemyczka i tak dalej. Kolejne zerwania są coraz trudniejsze, wie to każdy nałogowiec. Ale jest i dobra wiadomość. Każda przerwa wzmacnia w nas wolę i scala rozpadłą jaźń. Im dłużej obcujemy ze swoją trzeźwą częścią, tym większa szansa, że nie da się ona raz na zawsze pokonać przez tę część ćpuńską. Owszem, wytwarza się złudzenie, że rzucić zawsze można, więc sięgamy po fajkę z myślą, że jakoś to będzie. Ale paląc, nie dajemy się już sami sobie tak łatwo oszukiwać. Racjonalne myśli krążą po głowie, czy wewnętrzny narkoman chce tego, czy nie. Tym razem nie palę, drogie siostry, już blisko pół roku. Łupki się wyraźnie wygładziły.

 

_MG_9722

 

Tags: , , ,




Back to Top ↑