Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym: 801 108 108
Felieton

Opublikowano poniedziałek, 29-12-2014

Nawrót czyli powrót nikotynowego Aliena

szczuka_marchewka_mini Żarcik o tym, że rzucenie palenia to nic trudnego – robiłam to tyle razy! – niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Dlatego jest żarcikiem . Palacze lubią się nim pocieszać. Zaraz rzucę, ale przecież będę sobie palić dalej, tylko potem. Po przerwie. Wszyscyśmy tacy sami, człowiek jest słaby a życie krótkie. Fakt, życie palacza na ogół jest jeszcze krótsze, ale kto tam się będzie martwił na zapas. Jeden dymek nie zaszkodzi. Zapalę, potem znowu rzucę.
Niestety, nie jest to śmieszne. Prawda wygląda zupełnie inaczej. Jeśli jesteśmy nałogowcami, mamy jedną alternatywę. Albo zerwiemy z nałogiem raz na zawsze, albo będziemy się męczyć jak potępieńcy. Każdy kolejny raz jest trudniejszy! Nie wierzymy już samym sobie za grosz a uzależnienie robi z nami co chce. Nikotynowy potwór rządzi i zżera nasz umysł ze smakiem. Wszystko się w organizmie rozregulowuje. Pragniemy ohydnych papierosów, bo zapomnieliśmy, w okresie przerwy, dlaczego zdecydowaliśmy się rzucić. Zanim otrujemy się na dobre, bujamy w świecie kłamstw. Wmawiamy sobie, że palenie jest fajne, ale przytłumiona część umysłu, która zna prawdę, wysyła sygnał s.o.s . Help! Znowu jesteśmy we władzy potwora! Pęcherzyki płucne zasnuwa czarna mgła. Na zębach osiada szlam. Na ciuchach smród. Na twarzy opuchlizna.
Każdy kolejny raz jest znacznie trudniejszy. Przerwy robią się krótsze. Mówimy „nie palę” a palimy. Męczymy się na krawędzi nałogu jak pies, który stale ma przed sobą kiełbasę i stale pan ( czy pani) zabrania mu ją jeść. Kiełbasa kusi psa, pies szaleje, ślini się, myśli o jednym. W końcu gryzie pana/panią, czyli nasz rozum i wolę i rzuca się na kiełbasę. I tak w kółko. A ta cała kiełbasa smakuje jak stary kapeć. Może pierwszy kęs łączy się jeszcze z mirażem rozkoszy, potem jest coraz gorzej. Już wiemy, że sobie nie radzimy. Rozpacz, dno i rozpad woli. Kaszel i nienasycenie. Zaciskamy szczęki, zakazujemy sobie palić, jakiś czas idzie nam nieźle. Zyskujemy nieco pewności siebie, pogody ducha i swobody myśli. I wtedy potwór nikotynowy zaczyna nam szeptać do ucha : „jeden dymek nie zaszkodzi. Tak łatwo jest rzucić. Zapal sobie, człowieku”.
Podczas abstynencji, praktycznego opanowania nałogu, uzależnienie trwa sobie w naszym organizmie w stanie uśpienia. Nikotynowy potwór nigdy nie umiera. Jak w horrorze, psychopatyczny morderca utopiony w wannie zawsze jeszcze wstaje. Chemia i psychologia nałogu to w istocie horror, toczący się w naszych głowach i płucach. Ale jest dobra wiadomość! Nawet powrót wypartego, ożycie nikotynowego zombie, nie oznacza naszej porażki. Musimy tylko być niezłomni, jak Ellen Ripley walcząca z Alienem. Nawrót – bo tak nazywa się recydywa nałogowca – jest do opanowania. Konieczna jest tylko szczerość. I wierność nie-alienowemu Ja.
Pierwsza zasada – nie panikuj. Stało się. Najlepiej byłoby wyrzucić z głowy fakt upadku i dalej kroczyć drogą radości życia. Smaki, zapachy, sprawność ciała i umysłu wciąż są z nami. Obudziliśmy bestię, ale się nie ulękniemy. Można wyjść z tego, chociaż monster już otworzył oczy, przeciągnął się, wyszczerzył pożółkłe zębiska i myśli sobie „mam cię!”. Strach nie pomaga. Pomaga siła zdrowej części umysłu. Zajmijmy się pracą, przyjemnościami, uspokójmy głowę. Jak w każdym nałogu, wrogiem naszym a sprzymierzeńcem potwora będą stres, niewyspanie i głód. Nie ulegajmy odruchom zastępczych używek, takich jak słodycze, picie, (nielegalna) trawka, hazard czy kłótnie z otoczeniem. To pogorszy sprawę, osłabi zsynchronizowane mechanizmy samokontroli. Jeśli ktoś umie medytować, modlić się, biegać, pisać wiersze, gotować albo sadzić kwiatki – na pewno będzie mu łatwiej. Traktujmy się dobrze, bo samobiczowanie i poczucie klęski sprzyjają monsterowi, nie nam. Myślmy o cudowności życia bez fajek, nie o tym, że jesteśmy szmatą. Kochajmy siebie i swoich bliskich, nie koncerny nikotynowe produkujące coraz droższe szlugi. Pracujmy z naszym nawrotem tak, jak dzielni lekarze pracują z nawrotem raka. Owszem, raka. Nie udawajmy, że chodzi tylko o zmysł powonienia. Chodzi o życie. Na razie jeszcze należy do nas, nie do fajek z akcyzą. Jak skoncentrowany wojownik, odeprzyjmy atak lekkim, ale precyzyjnym ruchem. Trudne, ale wykonalne. I nieodzowne. Alienie, sparzyłeś nasze umysły glizdowatym jęzorem, ale strach nie zżarł nam duszy. I pamiętajcie, bracia i siostry nikotyniści: jeden dymek zaszkodzi! Połaskoczemy nikotynowego potwora w piętę, niby nic. Ale sen jego jest lekki. Nie prowokujmy gada. Kochajmy życie, nie dym. Amen.

Tekst: Kazimiera Szczuka Zdjęcie:Kamil Zacharski




Back to Top ↑