Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym: 801 108 108
Aktualności

Opublikowano czwartek, 03-12-2015

Moja historia rzucania palenia

Moja „przygoda” z paleniem zaczęła się już na studiach – czyli wtedy, kiedy wielu młodych ludzi zaczyna regularnie palić papierosy. Przeprowadziłam się z małej miejscowości do Warszawy. Nowe miasto, nowe towarzystwo, nowy świat. Szybko okazało się, że wśród nowej paczki znajomych nie było osoby niepalącej. Większość przerw między zajęciami wiązała się ze wspólnym wyjściem na papierosa. Było to pewnego rodzaju symbolem przynależności do ekipy. Chcąc się dostosować do reszty, kupiłam po jakimś czasie swoją pierwszą paczkę papierosów, bo przecież nie mogłam wiecznie prosić ich ciągle „o jednego”. Możliwość częstowania innych sprawiała też, że czułam się pewniejsza siebie i co bardzo głupie, ale prawdziwe – bardziej lubiana. Początkowo nie paliłam regularnie, tylko od czasu do czasu. Ograniczałam się wyłącznie do palenia na uczelni i na imprezach, które jak powszechnie wiadomo w życiu studenckim nie są rzadkością. Podczas pobytów w domu rodzinnym prawie o tym nie myślałam. Może czasami jak wyszłam na spacer z przyjaciółmi z sąsiedztwa, to przemknęło mi przez myśl „jak fajnie byłoby zapalić”, ale szybko wybijałam to sobie z głowy, bo przecież nie chciałam, by rodzice wyczuli ode mnie podejrzany zapach. Wszystko zaczęło się stopniowo zmieniać przed pierwszą sesją egzaminacyjną. Godziny spędzone w bibliotece powodowały, że wyjście na papierosa było pretekstem do oderwania się od stosu notatek i książek. Poza tym jak tu zostać przy biurku, gdy wszyscy znajomi wychodzili na zewnątrz, by się odstresować i ponarzekać na ilość nauki – oczywiście przy papierosie. Stres przed egzaminami powodował, że paliłam coraz więcej i coraz częściej. Już nie tylko na uczelni i podczas imprez, ale także w mieszkaniu. Chciałam w ten sposób odreagować i odciąć się na chwilę od obowiązków. Wmawiałam sobie, że papieros mnie uspokaja i pomaga się mi się skoncentrować. Cały czas tkwiłam w przekonaniu, że mogę przecież przestać palić, kiedy tylko zechcę. Szybko okazało się, że nie jest to takie proste. Sesja egzaminacyjna na studiach dobiegła końca, a palenie pozostało moim rytuałem. Każdy swój dzień rozpoczynałam i kończyłam z papierosem. Zaczęłam to łączyć z moimi codziennymi czynnościami- podczas porannej kawy, po obiedzie, w czasie oczekiwania na autobus, na spotkaniach, spacerach. Byłam przekonana, że przynosi mi tu dużo przyjemności, której nie znajdę w innym zajęciu. Starałam się nie wyrzucać sobie, ile wydaję miesięcznie pieniędzy na każdą kolejną paczkę. W końcu zrozumiałam, że jestem uzależniona.

Z biegiem czasu spojrzałam prawdzie w oczy i zaczęłam dostrzegać negatywne skutki palenia. Problemy z cerą, nieprzyjemny zapach z ust, pożółkłe zęby, paznokcie. Towarzyszyła mi ciągła zadyszka i kaszel. Wejście na trzecie piętro stało się nie lada wyzwaniem. Czułam się osłabiona, rozkojarzona, senna, momentami otępiała. Przytłaczała mnie też myśl, że nie potrafię skończyć z paleniem. Podejmowałam oczywiście małe próby, które zazwyczaj nosiły nazwę ,,od jutra”. Jak nietrudno się domyślić, tego typu podejścia zazwyczaj kończą się porażką.

Moment kulminacyjny nastąpił dopiero po kilku latach. Paliłam już paczkę dziennie, czasami nawet więcej. Postanowiłam, że naprawdę chcę z tym skończyć. Zrozumiałam, że jedynym powodem, dla którego nadal palę papierosy, był strach. Strach przed tym, że rezygnuję ze swojej największej przyjemności i podpory. Strach przed tym, że mój dzień będzie bez tego będzie gorszy. Nie do końca wierzyłam, że mogę się od tego uwolnić. Była to moja codzienność.

Wcześniej próbowałam rzucić palenie tak na poważnie dwa razy. Każda z prób kończyła się jednak niepowodzeniem. Za pierwszym razem udało mi się przerwać palenie na miesiąc. Byłam z siebie już bardzo dumna, ale niestety nadmierny stres spowodował, że do tego wróciłam. Kolejna próba trwała rok. Po tak długim czasie uznałam, że jestem już na tyle silna, że jeden papieros do towarzystwa mi przecież nie zaszkodzi. Byłam pewna, że całkowicie panuję nad tym aspektem swojego życia. Nic bardziej mylnego. Po krótkim czasie znowu wróciłam do regularnego palenia. Czułam się jak w pułapce, z której nie mogę się wydostać.

Mimo że bałam się kolejnej próby rzucania postanowiłam spróbować jeszcze raz. Uświadomiłam sobie, że papierosy nie wnoszą w moje życie nic dobrego. Coraz gorzej wpływały też na moje zdrowie. Poza tym zaczęły się pojawiać problemy zdrowotne w mojej rodzinie. Zastanawiałam się w jakiej kondycji będę za parę lat, skoro palę codziennie jako tak młoda osoba. Był to dla mnie pewnego rodzaju bodziec motywujący do podjęcia tej decyzji. Jednocześnie obawiałam się też konsekwencji związanych z zaprzestaniem palenia. Bałam się, że przytyję, że nie będę potrafiła bez tego normalnie funkcjonować. Jak przy poprzednich próbach przerażała mnie sama myśl, że będę musiała zrezygnować z tego przyzwyczajenia. Pierwszy tydzień był najtrudniejszy. Miałam wzmożony kaszel, ciągłe poczucie głodu, bóle głowy. Towarzyszyła mi nieustanna chęć sięgnięcia po papierosa. Byłam rozdrażniona, niespokojna, nadpobudliwa. Nie mogłam wyzbyć się z mojej podświadomości rytuałów związanych z paleniem. Sytuacje, które zwykle celebrowałam papierosem nie sprawiały mi już tyle przyjemności. Czułam, że czegoś mi brakuje. Wiedziałam jednak, że ten proces minie, ponieważ podobne sytuacje przechodziłam przy wcześniejszych próbach. Tym razem chciałam skończyć z paleniem raz na zawsze i tej myśli się trzymałam.

Nie palę już 3 miesiące. Czuję się naprawdę szczęśliwa i zdrowa. Wiem, że podjęłam jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Wydostałam się z pułapki, w którą sama nieświadomie się wpakowałam. Zrozumiałam, że siła mego uzależnienia tkwiła w nawykach. Teraz dostrzegam wyłącznie pozytywne aspekty mojego życia bez papierosów. Poprawiła mi się kondycja, zaczęłam bardziej odczuwać zapachy, smak. Jestem bardziej pewna siebie, mam więcej energii. Nie mam problemów z koncentracją. Mam dużo więcej wolnego czasu i dodatkowe pieniądze w portfelu, które mogę wydać na dobrą kawę z przyjaciółką. Zrozumiałam, że palenie papierosów, które traktowałam jako podporę było jedynie oznaką mojej słabości.

Rzucenie palenia traktuję też jako małe zwycięstwo nad samą sobą. Nie chodzi wyłącznie o sam fakt palenia, ale o fakt że jestem w stanie panować nad swoim życiem na nowo. Nie boję się wyzwań – skoro udała mi się taka trudna sztuka, o której większość palaczy skrycie marzy – to co innego miałoby mi się nie udać? Zarówno na płaszczyźnie zawodowej jak i w życiu prywatnym układa mi się coraz lepiej. Spotykam się z osobą niepalącą, która daje mi ogromną moc i jest dla mnie podporą pomagającą wytrwać w tym postanowieniu. Wspólne spędzanie czasu sprawia mi teraz ogromną radość, ponieważ nie myślę o tym, kiedy uda mi się wymknąć na papierosa. Poprawiło się też moje samopoczucie. Patrzę na siebie w lustrze i widzę osobę mądrą i silną, a nie stopniowo wyniszczaną i negatywnie nastawioną do życia.

Wiem, że do końca życia muszę być czujna, aby nie dać się ponieść myśli że skoro tyle czasu już nie palę to nigdy nie wrócę do palenia. Dlatego, najważniejsze jest od razu po zgaszeniu ostatniego papierosa przyjęcie myśli: JESTEM NIEPALĄCA i od tego momentu iść przez życie z taką etykietką (i być z tego dumnym).

Eks-palaczka, Kasia K. 28 lat.

Tags: , , ,




Back to Top ↑